140 naboi

Być może łomotanina wokół polityki, która trwa na polskim Twitterze jest dowodem frustracji i alienacji pewnego grona odbiorców. Chcą się naparzać, ich sprawa. Co jednak, jeśli amok i nienawiść do oponentów są symptomem poważniejszego problemu? Co jeśli przeniosą się one do przestrzeni publicznej? Mamy wszyscy przechlapane. Niezależnie od barw i sympatii politycznych.

Na Twitterze nie wymienia się poglądów. Raczej padają kalumnie, wymieniamy się inwektywami. Mikroblogowy serwis jest armatą, z której wali się we wroga. 14o znaków to amunicja. Determinacja i konsekwencja, z jaką się rozdaje ciosy, zdobywając poklask i aprobatę liczoną w reetweetach i serduszkach, ciążą ku socjopatii. Swoją drogą symbol serduszka widziany z tej perspektywy nabiera cech perswersyjnych. Na naszym rozpolitykowanym Twitterze serduszko powinno się rozszarpywać.

Socjopata ma ograniczoną zdolność autorefleksji. Odnoszę wrażenie, że Twitter tejże refleksji nie sprzyja, narzucając tempo wyścigu o uznanie i wyróżnienie. Mało kto zaprząta sobie głowę deficytem rzeczowości, umiaru i intelektualnej analizy. Na to nie ma czasu. Nie można ustąpić i przyznać racji adwersarzowi. Przyznając się do błędu minimalizujemy własne szanse na stworzenie wokół siebie plemiona (followersów). Komunikacja między wrogimi plemionami jest szczątkowa.

Dla osoby z zewnątrz wrzawa na Twitterze jest niezrozumiała. Pozostaje niezrozumiała także wtedy, gdy ten ktoś dał się Twitterowi uwieść, założył profil i we wrzawie uczestniczy. Ale ten brak sensu nie wiąże się u niego z dyskomfortem. Dlaczego? Wrzawa ma z zasady niewiele wspólnego z komunikacją. Za to głównym jej wyznacznikiem jest zdolność generowania emocji. To emocje związane z aktem wypowiedzi i jej publicznym zaistniem. Nie ważne zatem, czy jesteśmy zrozumiani. Ważne, że jesteśmy retweetowani.

Nie istnieją niepisane zasady poruszania się w twittosterze, których złamanie narażałoby na krytykę całej społeczności. Jedno plemie wyrzuci, drugie przygarnie i pochwali. Idiota na TT może mieć więcej followersów niż szanowany profesor politologii. I nie chodzi tu tylko o zdolność do pisania błyskotliwych postów, co raczej zajadłość i nieustępliwość w ich tworzeniu.

Przeniesienie relacji oraz praktyk, opisanych powyżej, w sferę prawdziwej agory, do której miana deklaratywnie twitterosfera nawiązuje, spowodowałoby wojnę wszystkich ze wszystkimi. Może stąd bierze się słabość Twittera — jego mechanizm tak odpowiada harcownikom, trollom, niespełnionym bojownikom, a odstręcza ludzi o umiarkowanym temperamencie i dużych pokładach rozsądku.

Piszę o rozpolitykowanym polskim Twitterze, który oponentowi z drugiej strony ma do zaoferowania raczej bana, niż kontrargument, nie mówiąc już o otwartości lub gotowości do ustępstwa. Wyobraźmy sobie dyskusję, w której ban jest fizyczny, namacalny. Dałoby się żyć w takim świecie?


Zanurkuj w Biały Szum

Nowe wpisy w twojej skrzynce e-mailowej.

Zostaw odpowiedź

To respond on your own website, enter the URL of your response which should contain a link to this post's permalink URL. Your response will then appear (possibly after moderation) on this page. Want to update or remove your response? Update or delete your post and re-enter your post's URL again. (Find out more about Webmentions.)