#16

Pochylony nad wielkim płótnem, zamaszystymi ruchami bryzgający nań farbą z puszki. Niczym w transie, pochłonięty malowaniem już dawno zapomniał o dogasającym w ustach papierosie. Popiół miesza się z farbą…

Jackson Pollock uchwycony przez fotografa bardziej przypomina tu robotnika niż skupionego na swej pracy artystę. Gdzieś napisano o nim, że to ‘depresyjny, zalkoholizowny samotnik wijący się w szamańskim tańcu nad płótnem”. W tych słowach jest wiele wrogiej wobec Pollocka przesady, ale też poniekąd strachu przed pierwotnymi siłami, które dochodzą tu do głosu dzięki bezkompromisowemu artyście.
W tym dzikimi malarstwie można doszukiwać się wręcz animistycznych mocy, jakie wyzwalał w ludziach choćby jazz przeżywający w czasach Pollocka prawdziwy rozkwit. Wielkie płótna wypełnione wielokolorowym oceanem wijących się spiral, plam i kropek antycypują też wówczas mozolnie dopiero odkrywany przez biologów i fizyków wewnętrzny świat komórek lub odległego kosmosu. Pulsujące niepokojącym ruchem obrazy są też jak kadr, na którym uchwycono trajektorie i kolizje tajemniczych istot.
„Autum rythm” „One”, „Number 32” – to są misteria, niestety odarte z mocy przez kopistów, epigonów, hochsztaplerów. Odżywają dopiero wtedy, gdy zawieszając cała swą wiedzę i nastawienie, widzimy w tych obrazach manifestację ludzkiej pasji.
O J. Pollocku krytycznie

Zanurkuj w Biały Szum

Nowe wpisy w twojej skrzynce e-mailowej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

To respond on your own website, enter the URL of your response which should contain a link to this post’s permalink URL. Your response will then appear (possibly after moderation) on this page. Want to update or remove your response? Update or delete your post and re-enter your post’s URL again. (Find out more about Webmentions.)