Długi weekend

Czarny Dół – ile takich miejsc jest w czeskich Sudetach? Na głównym skwerze osiemnastowieczny posąg świętego Michała, który triumfalnie przygniata do ziemi wijącego się w bólu Lucyfera. Obok kościół od lat zamknięty na głucho, lecz zegar na wieży punktualnie wybija szóstą.
Po parogodzinnej łazędze zielonym pustkowiem – tysiąc metrów w górę i kolejne parę serpentynami w dół, mając dokoła piękne widoki – odpoczywamy w restauracyjnym ogródku. Na górskich szlakach pusto i w knajpie także.
Gdzie podziali się wszyscy? Za niespełna godzinę, kilkanaście osób – starzy, młodzi, ktoś z psem – zejdą się do pobliskiej gospody, nad którą wynajęliśmy pokój, oglądać hokej (Czechy kontra USA) i pić pieniste piwo, niemożebnie dobre, ledwie dwa złote za kufel, przeliczając na nasze.

W Karpaczu rój samochodów i tłumy przewalające się główną ulicą. Czekam na autobus, który wybawi mnie z opresji. Denerwujące jazgotliwe dźwięki, poszarpane radiowe hity, przygłuszone warkotem silników, niesłabnący szum ludzkiej masy. Serwowane krzykliwą czcionką: kiełbasa z grilla, pizza, hamburgery, frytki. To Karpacz w długi weeked i – bez złudzeń – przez cały rok. Uciekać stąd. W trzy godziny autobusu zawozi mnie do Wrocławia. Wrócę jeszcze kiedyś na czeską stronę, oby przed sezonem.

Kojący widok z najodległejszych stron

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=qIXs6Sh0DKs]


Zanurkuj w Biały Szum

Nowe wpisy w twojej skrzynce e-mailowej.

Zostaw odpowiedź

To respond on your own website, enter the URL of your response which should contain a link to this post's permalink URL. Your response will then appear (possibly after moderation) on this page. Want to update or remove your response? Update or delete your post and re-enter your post's URL again. (Find out more about Webmentions.)