Fucking autumn

Jesień to czas pigułek na ból głowy, apatię, senność, chandrę, grypowe dreszcze. Oddajemy się im ochoczo, z ulgę, we władanie. W sumie, przywykliśmy do wyrafinowanych marketingowo, farmakologicznych interwencji jako sposobu na dobre samopoczucie. Jakby spleen był chorobą, od której się umiera.

Myślę sobie, że jesień jest doskonałym alibi dla hipochondryków i malkontentów. W ponurej szarudze, wszechogarniającej wilgoci, szurając pośród butwiejących liści, oni czują się jak ryba w wodzie.

Ja pakuję w siebie tylko muzykę. Z chronicznych przypadłości zżera mnie tęsknota za plenerowymi koncertami, za leżeniem na trawie z koniczyną w zębach.

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=6V41qkhU-98]


Zanurkuj w Biały Szum

Nowe wpisy w twojej skrzynce e-mailowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Your post must include a link to this post.

How does this work?
Write a response on your own website and include a link to this post. Then submit your response’s URL here. Your response may appear here after moderation. To update or remove it, edit or delete your original post and submit the same URL again. Learn more about Webmentions.