Prawda o Bongo Joe

Rok 1969 zwykł się kojarzyć z hippisowskim Woodstock, komu innemu z dosłownym odlotem na Księżyc, z obrazem Neila Armstronga stąpającego po srebrnym globie tak lekko, jak da się poruszać tylko na sprężystej batucie.  
Mnie myśl o roku 1969 odsyła do postaci Bongo Joe wybijającego trzonkami od młotków rytm  na olejowych beczkach i snującego uliczne improwizowane historie.

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=A3lLBwEoEhs]

Na muzykę Bongo Joe – co wyróżnia wszelkie netowe peregrynacje – natknąłem się nieoczekiwanie.  Incydent to znaczący, bo otworzył mi oczy na nieznany epizod z historii ulicznej kultury. Przypomniał też  uniwersalną prawdę, że autentyzmu ząb czasu nie pokiereszuje, że choć sam ruch w kalendarzu ośmiesza mody i trendy, przemienia obiekt zachwytów w przedmiot kpin i żartów,  to prawdziwej oryginalności się nie ima. 

Więcej o Bongo Joe przeczytacie na blogu  „..którędy pójdą dzicy święci”


Zanurkuj w Biały Szum

Nowe wpisy w twojej skrzynce e-mailowej.

Zostaw odpowiedź

To respond on your own website, enter the URL of your response which should contain a link to this post's permalink URL. Your response will then appear (possibly after moderation) on this page. Want to update or remove your response? Update or delete your post and re-enter your post's URL again. (Find out more about Webmentions.)