the walkmen wybawca

Żadna moda nie trwa wiecznie. Wieczny jest epigonizm. Po elektronicznym szaleństwie przyszła pora na gitarowe bandy, które dają upust szczerej (lub stylizowanej) fascynacji punk rockiem i protoplastami tegoż nurtu z końca lat 60 z MC5, Televison oraz the Stooges na czele.

Znam dobrze Stokes, znam też muzykę innych podobnych facetów odzianych (do promocyjnego zdjęcia i na koncert) obowiązkowo w dżinsy i w marynarki z ciucharni. Znam i nasłuchałem się ponad miarę, na własne życzenie popadając w otępienie. Oczywiście melodyjne piosenki na kilka akordów, fałszujący wokal, przestery i dudniący monotonno bas – mają nieodparty urok garażowej rewolty sprzed dekad, o ile nie są robione na jedną modlę. Niestety tak się dzieje i relacjonuje to z nieskrywanym żalem.
Skłonny do manifestacyjnego odrzucenia całego nurtu post punkowych bandów zachowuje szacunek wobec The Walkmen. Zespół we właściwy świadomym artystom sposób penetruje obszar pomiędzy zimno-falowym rockiem, brzmieniowym eksperymentami i minimalistyczną melodyką. Rarytas, którego nie uświadczysz na rodzimej radiowej antenie (chyba, że mowa o niszowym radio bis). Jest w the walkman jakaś rodzaj neurotycznej ekspresji, ale i niełatwej do przyswojenia melancholii.

Jestem wobec niej bezbronny, jak dzieciak zagubiony w mieście drapaczy chmur.


Zanurkuj w Biały Szum

Nowe wpisy w twojej skrzynce e-mailowej.

Zostaw odpowiedź

To respond on your own website, enter the URL of your response which should contain a link to this post's permalink URL. Your response will then appear (possibly after moderation) on this page. Want to update or remove your response? Update or delete your post and re-enter your post's URL again. (Find out more about Webmentions.)