The artist is ego

Usadowiony w tyle wagonu naśladował cudnie trąbkę. I tak co kilka dni, w różnych tramwajach spotykałem go, jak wygrywał ustami rozmaite melodie. Inne facet, z lekka zwariowany, w masce szympansa (miała go chronić przed spalinami), koordynował ruchem na remontowanej drodze wiodącej przez wrocławskie Maślice.
Scenki warte uwiecznienia. Pochodzące, niestety, z tych czasów,  kiedy poręczne aparaty cyfrowe  nie były w zastosowaniu. 
Czy te epizody nie posiadają walorów zastrzeżonych dla rasowego performance?  Przecież powodowały u licznych obserwatorów zaskoczenie, momentami dezorientację, potem ubaw. Były interwałem w przewidywalnej codzienności. I wryły się w pamięci – nie tylko chyba moją – o wiele skuteczniej, niż niejedno galeryjne przedsięwzięcie zapowiadane w gazetach i na plakatach.
„New York Times” poświęca sporo uwagi heroinie performance’u   Marinie Abramovic i jej wystawie „The Artist Is Present” w nowojorskim Muzeum Sztuki Współczesnej (MoMA). Artystka chce przez 713 godzin – tyle trwa ekspozycja – siedzieć w milczeniu za stołem.
Najdłuższy performance świata.  Jak ma on się do przypomnianych wydarzeń? Pewnie jak wykalkulowana sztuka do życia niosącego zawsze niespodzianki.  Facet-trąbka jak się pojawił, tak po kilku dniach zniknął. Kim był, nie wiem.

Zanurkuj w Biały Szum

Nowe wpisy w twojej skrzynce e-mailowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

To respond on your own website, enter the URL of your response which should contain a link to this post’s permalink URL. Your response will then appear (possibly after moderation) on this page. Want to update or remove your response? Update or delete your post and re-enter your post’s URL again. (Find out more about Webmentions.)