Dlaczego internet nie przydaje się w czasach powodzi

Tony wody lejącej się z ciężkiego nieba. Błotniste spienione rzeki, potoki zalewające równo domy, drogi, pola. Żywioł nieubłagany. Niepojęty.

Byłem w Kotlinie Kłodzkiej i nasłuchałem się relacji powodzian. Odniosłem wrażenie, że nauczyli się z „wielką wodą” żyć, że pogodzili się z powodziowym fatum. Inna bezradność, inna nieporadność irytuje. Ta pospolita, urzędnicza.

W czym rzecz. Telefon komórkowy posiada niemal każdy. W wielu domach problemu nie sprawia dostęp do internetu. Co z tego, że jest technologia pod ręką, jak nie ma umiemy z niej korzystać.

Terenów zagrożonych powodzią – a jest takich sporo – nie obejmuje żaden internetowy serwis stricto „przeciwpowodziowy”, żadna służba nie rozsyła do mieszkańców esemesów, dostarczając im aktualnych prognoz, apeli i ostrzeżeń o nadciągającym zagrożeniu. Ba, żadnego takiego rozwiązania nie wdrożono. Zatrzymano się jakby w połowie drogi. Wydając krocie na budowę – od podstaw, po wielkiej powodzi 1997 roku – nowoczesnego systemu monitoringu rzek nie zadbano, by ta naistotniejsza informacja docierała na końcu do zwykłych ludzi.

Po naradzie sztabu kryzysowego we Wrocławiu wiceprezydent miasta, tłumaczył że w urzędzie główkują nad stworzeniem takiej strony internetowej. Przyznał, że mają problem, jak sprawić, by komunikaty meteo i dane hydrologiczne były czytelne dla wszystkich. Oby zdążyli przed kolejnej powodzią.


Zanurkuj w Biały Szum

Nowe wpisy w twojej skrzynce e-mailowej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

To respond on your own website, enter the URL of your response which should contain a link to this post’s permalink URL. Your response will then appear (possibly after moderation) on this page. Want to update or remove your response? Update or delete your post and re-enter your post’s URL again. (Find out more about Webmentions.)