festiwal na kwasie

Towarzystwo przypomina dzikie plemię na kwasie, które uszło cało z globalnej katastrofy. Zgoła eksplodujące połączenie: pustynia, mrowie ludzi, gigantyczne instalacje, happeningi, performance’a. Breton i spółka byliby lekko zdziwieni.

Burning man wydaje się wymarzoną propozycją dla kogoś, kto w ekspresowym tempie chce zaliczyć kurs: trybalizm i sztuka w ponowoczesnych czasach.
Trochę klimatów rodem z apokaliptycznego mad maxa, do tego uwolnione ze smyczy libido, akceptacja dla indywidualnych „odjazdów”. W sumie, całkiem niezły kop dla wyjałowionej rutyniarskim życiem wyobraźni. Inaczej rzecz ujmując: elektryczny prysznic, pod kontrolą.

Swoją drogą, co też uczestnicy burning mana porabiają na co dzień. Klną na czym świat stoi przykuci do biurek, taśm produkcyjnych, znudzeni monotonią uczelnianego życia uprawiają w weekendy równie nudny clubbing? Może uczą w szkołach. Albo też modlą się do swoich psychodelicznych demonów?


Zanurkuj w Biały Szum

Nowe wpisy w twojej skrzynce e-mailowej.

Zostaw odpowiedź

To respond on your own website, enter the URL of your response which should contain a link to this post's permalink URL. Your response will then appear (possibly after moderation) on this page. Want to update or remove your response? Update or delete your post and re-enter your post's URL again. (Find out more about Webmentions.)