Nie piszę ze współczucia dla artystów, którzy padają ofiarą piratów, choć takowe współczucie i zrozumienie dla nich mam. Piszę, bo nie udziela mi się królujący w mediach klimat antypirackiej krucjaty. Budzi we mnie opór stosowanie dużego moralnego kwantyfikatora: do jednego worka wrzucamy ściągających na własny użytek i tych którzy kopiują, żeby ściągnięte treści sprzedawać. Trudno kibicować komuś, kto apelując: nie sięgajcie po znalezione w necie – chce zakazać, napiętnować, wsadzić do więzienia, wyplenić raz na zawsze i zadekretować święty spokój.
Trzymajmy się faktów. Internauci korzystają z sieci różnie: mądrze, głupio, do celów słusznych, eksperymentując albo kradnąc. Ale czy jest złodziejem ten, kto „ściągnął”, a potem kupił w sklepie? Czy te czyny traktować oddzielnie, a może układają się one w sensowną, wymagającą uwzględnienia, całość?
Że piracki proceder – patrząc zdroworozsądkowo – jest złodziejskiej proweniencji i że domaga się reakcji nie ulega wątpliwość. Prostota tej diagnozy nie oznacza, że najlepszym antidotum jest metoda cepa.
Podobnie jak za czasów Gutenberga, potem stulecia pary i stali, i teraz – w dobie cyfrowej rewolucji – wiele regulacji prawnych przestaje mieć rację bytu. Martwe, nie przystają do realiów. Co można zatem zrobić rozsądnego? Ucierać w legislacyjnym trudzie (uwzględniając konflikt interesów) przepisy, bardziej adekwatne do wymagań nowych czasów.
Czasem mam wrażenie, że artyści domagający się przykładnego karania za ściąganie muzyki są – jak nie przymierzając- działkowcy, który mieliby apelować o wprowadzenie w całym kraju godziny policyjnej, bo ktoś kradnie im jabłka.
Zachowajmy trzeźwość umysłu. Czy w związku z tym, że internet w swojej istocie służy do „wymiany” mamy wszyscy czuć się jak potencjalni przestępcy? Co Kazik sądzi o pomyśle reglamentowania dostępu do internetu jak ma to się np. z bronią palną? Wówczas miałby święty spokój, nikt nie okradałby go z ciężko zarobionych pieniędzy.
Swoją drogą, artyści żyją nie tylko ze sprzedaży płyt, ale także z tantiem i koncertów. Obok gwiazd i celebrytów żyją outsiderzy, nie wiążący końca z końcem. Ale ich los nie spoczywa w rękach piratów. Ci bywają częściej chłopcami do bicia, w przypadku Kazika, mam wrażenie, gwarantującymi większy rozgłos*
A co do firm płytowych, nie ma wątpliwości: są mniej innowacyjne, bardziej biurokratyczne, a więc zainteresowane trwaniem status quo. Spotka ich los dinozaurów – prędzej wymrą niż ewoluują. Uwolnią przestrzeń dla tych, którzy potrafią odczytać znaki czasów, ujarzmią nowe siły i ich innowacyjny potencjał. Czy doprawdy trudno jest zauważyć, że świat się nieustannie zmienia? Symbolem XXI w. nie jest gramofon, ani radio i telewizor. Płyta CD też odchodzi do lamusa.
* „Hurra” Kultu to numer 1 na empikowskiej liście najlepiej sprzedających się płyt.
Updated: Illegal downloaders buy the most music.
Dodaj komentarz