Out of Control

Od wakacyjnego pokazu na Nowych Horyzontach minął szmat czasu, lecz „Control” nie wszedł na kinowe ekrany. Trudniej wyobrazić sobie lepszy moment: jesień w pełni, moda na brzmienie Joy Division osiągnęła apoguem. Ikona Iana Curtisa uwodzi za grobu powielana przez setki muzycznych klonów Joy Division. Kolejna „wyalienowana” generacja, trochę naiwnie i po omacku, kultywuje swą generacyjną niepodległość… zakupami w sklepach H&M.

Spotykam się z opiniami, że czarno-biały film Antona Corbijna jest wysmakowany i wyjątkowy. Frapuje autentyzmem, dbałością w oddawaniu realiów końca lat 70., gdy pojawiła się pełna desperacji muzyka Joy Division, która zainfekowała pop kulturę wirusem post-punkowej rewolty. Dziś Joy Division pobrzmiewa w muzyce niezliczonych grup, które przyznają się (lub nie) do inspiracji.

Ten wpływ czasem przybiera postać irytującej manieryczność epigonów, którzy obnoszą się ze neurozami i nieprzystosowaniem, lubują się w epatowaniu mrocznością. Mylą nierzadko nudną pozę z wyrafinowaniem.
Nieistniejące dekad kilka Joy Division doczekało się nawet profilu na MySpace. Wśród wspisów widnieją słowa niezorientowanego głupka:

…hope you have a great weekend…

Nie zmienia to faktu, że Joy Division w pełni zasługuje na romantyczny mit. Jego fundamentem, obok muzyki, jest los Curtisa – zabił się rzekomo po obejrzeniu filmu Herzoga, dzień przed wyruszeniem w pierwsze amerykańskie tournee. Albo, twierdzą inni, targnął się na życie, bo nie radził sobie z epilepsją i z wyrzutami sumienia, które nachodziły, gdy zdradzał żonę.

Nic mitowi tak dobrze nie robi, jak splot niedomówień i tajemnic. Po Joy Division nie pozostało wiele: parę klipów, telewizyjnych fragmentów i koncertowych urywków. Nie ostał się żaden filmowy wywiad z Ianem Curtisem. Ten fakt i okoliczności samobójczej śmierci podsycają legendę.

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=fco_pH5F9xA&rel=1]

Czy „Control” ową legendę uatrakcyjnia, a może przeciwnie? Skądinąd film drobiazgowo przybliża życie Iana Curtisa, rozpięte pomiędzy banalne dzieciństwo ( w nim biografowie zwykli szukać kluczy do zrozumienia losów każdego człowieka) i przedwczesną śmierć. Film powstał na podstawie książki żony Iana Curtisa, Deborah: Joy Division i Ian Curtis – przejmujący z oddali.

Nie wiedziałem, że wcielający się w postać Curtisa Sam Riley zamieszkał w jego domu, nosił jego ciuchy. Poznał żonę Iana, Deborę, jego 27-letnią córkę. Nim zaangażował się w projekt, rzadko słuchał Joy Division twierdząc, iż posępna muzyka nie nadaje się do samochodu.

Sam Riley grywa w 10 000 things. Czy brzmi tak przebojowo jak the Editors oraz Interpol, chyba najbardziej „cwani” naśladowcy Joy Division?
Orbitujący w okolicach sexu i kultury magazyn Nerve zamieszcza wywiad z Samem Riley’em . Godne polecenia, choć sexu w tym wywiadzie nie ma za grosz.

Zanurkuj w Biały Szum

Nowe wpisy w twojej skrzynce e-mailowej.

Zostaw odpowiedź

To respond on your own website, enter the URL of your response which should contain a link to this post's permalink URL. Your response will then appear (possibly after moderation) on this page. Want to update or remove your response? Update or delete your post and re-enter your post's URL again. (Find out more about Webmentions.)