https://unsplash.com/collections/403596/colorful

W XXI wieku powracamy do przeszłości

Sondażowa dominacja PiS (zimą 2018 r.) pokazuje, że do sukcesu wystarczy utrzymywać elektorat w stosownym pobudzeniu, co rusz animując polskiego zbiorowego ducha.  Tak też skonstruowany jest medialny przekaz: my idziemy do przodu, chcemy dobrze, inni rzucają nam kłody pod nogi. W tej mobilizacji, legitymizowanej godnościową retoryką, tkwi źródło sukcesu Prawa i Sprawiedliwości.  Nie jest to jedyne źródło – ma głębokie znaczenie dobra sytuacja gospodarcza. Trzeba także docenić  zwrot socjalny, na czele ze sztandarowym projektem 500 plus.

O co chodzi ze wspomniają powyżej mobilizacją? Otóż najpierw,  jakże intesywnie, w oczach wielu  zasadnie i przekonywująco, PiS obronił 37-milionowy naród przez „zalewem” kilku tysięcy uchodźców. Potem dał odpór wrogiej UE i totalnej opozycji, sprzedawczykom donoszący na ojczyznę. Teraz bierze się za antypolonizm nakręcany przez Izrael. Ciągle mamy do czynienia z czymś, co Polacy, w poczuciu upokorzenia i jawnej niesprawiedliwości, muszą pokonać. Tak się składa, że to powracające wątki, my lubimy wrzenie i zrywy. To taki-niby-kręgosłup narodowej tożsamości.  Są w nas, w społeczeństwie, pokłady niedowartościowania i poczucie dziejowej krzywdy, więc polityczne motywy, o których tu mowa, padają na podatny grunt.

To smutne i paradoksalne, że poparcie rządzącej partii, która wiele mówi o wstawaniu z kolan, wiąże się z także z głębokim konfliktowaniem Polaków.

Wewnętrzne skłócenie wynika z określonej kalkulacji: my kontra oni. Plemię kontra plemię. Na tej samej ubitej ziemi.

Nie mam złudzeń – każdy miesiąc rządów PiS przynosić będzie dalszy spadek kapitału społecznego. Nie będziemy sobie więcej ufać i na sobie polegać. Przeciwnie, będzie duszniej, cyniczniej, bardziej arogancko i atawistycznie.
Pesymizm nie ogranicza się do naszego podwórka. Na arenie międzynarodowej Polska przesunęła się w rejony, gdzie owszem, może do woli trąbić, że jest w końcu suwerenna, ale nic z tej deklaracji nie wynika. Niech ktoś wskaże korzyść bycia „europejskim liderem” i tych których rzekomo za sobą prowadzimy, wreszcie tych, którzy się z nami liczą. Jak na razie atutem bycia „wyróżnionym” jest pogłębiająca się izolacja. Do tego dochodzi nieporadności w dyplomatycznych zabiegach. Ten brak zborności w gaszeniu konfliktu z Izraelem jest szczególnie rażący.

A przecież przekaz słany do narodu był taki, że nowy premier ma poprawić to, co nabroiła lub poprawić nie była w stanie jego poprzedniczka.  Elastyczny, technokratyczny, ex-bankier biegły w języku angielskim, M. Morawiecki, miał uspokoić nastroje i zaskarbić zaufanie liderów UE.  Miał ich przekonać do naszych, polskich, pisowskich racji, Skutek jest odwrotny od zamierzonego.

Tak złej prasy w świecie Polska nie miała od lat. Prowizorkę uosabia dziwny twór jakim jest Polska Fundacja Narodowa i jej marne spoty.


Należałoby przyhamować, opanować nacjonalistyczną gorączkę, sięgnąć po pragmatyzm.  Czy taki zwrot w polityce zagranicznej, która służy PiS do uprawnia polityki krajowej, jest możliwy? Pewnie w szeregach partii nie brakuje głosów, że trzeba trochę spuścić z tonu. Jednak  jak to wytłumaczyć elektoratowi – który uwierzył w geopolityczną sprawczość godnościowej propagandy – by nie padło, że ta przemiana to zdrada ideałów?

Jest jeszcze jeden problem, strukturalny. Kto w szeregach  pisowskiej elity, i w jaki sposób, miałby konserwatywnemu elektoratowi opowiedzieć o mierzenia się z cywilizacyjnymi wyzwaniami – o starzeniu się społeczeństwa, populizmie, kryzysach: państwa socjalnego i demokracji przedstawicielskiej, o rewolucji technologicznej i katastrofalnych zmianach klimatycznych?

W pisowskiej opowieści o Polsce jest miejsce na elegie o węglu, żołnierzy wyklętych, katastrofie smoleńskiej, rechrystianizacji Europy, Lechitach, centralnym lotnisku,  elektrycznych samochodach i atomowej elektrowni. Pracując na sondażowy sukces PiS o cywilizacyjnych i generacyjnych wyzwaniach ani się nie zająknął, pominął je, usunął z widoku, mobilizują ludzi do walki, której znaczenie jest symboliczne. Walki w  dużej części  sprowadzającej się do  eksploatowania toposów martyrologicznej historii. To zwrócenie się ku czasom minionym, odzwierciedlone w języku, ideach i postawach, oznacza odwrócenie się plecami do tego, co na horyzoncie. Inni idą do przodu, my się cofamy.


Zanurkuj w Biały Szum

Nowe wpisy w twojej skrzynce e-mailowej.

Zostaw odpowiedź

To respond on your own website, enter the URL of your response which should contain a link to this post's permalink URL. Your response will then appear (possibly after moderation) on this page. Want to update or remove your response? Update or delete your post and re-enter your post's URL again. (Find out more about Webmentions.)