Kryminał w „Mleczarni”

Bez kategorii
To miał być wyjątkowo udany wieczór przy piwie i pasjonującym kryminale. Oto kilku autorów z Polski, literaccy goście z Francji, czytający w knajpie co bardziej ostre i intrygujące kawałki. Ale o godzinie 20, knajpa pełna podkręconych alkoholem, papierosowym dymem i hałasem ludzi, zatracających się w weekendowej desperacji, z każdą minutą zamienia się w statek głupców, którzy kompletnie nie panują na tym, gdzie upojna noc ich zaprowadzi. Miłośnicy kryminałów pozbawieni tej wiedzy, wpadli więc w nie lada tarapaty i nim się spostrzegli, że to nie to miejsce, nie ta pora i nie ci ludzie, zostali połknęli między jednym a drugim haustem piwa, zagłuszeni salwą śmiechu, zbyci machnięcie dłoni. To była najokrutniejsza z najbardziej wyobrażalnych egzekucji i o tyle niezwykła, że wydarzyła się zgoła nieoczekiwanie w knajpie o zgoła niewinnej nazwie „Mleczarnia”, a nie w jakiejś portowej spelunie.
Biedni autorzy. Ktoś ich wystawił do wiatru, ośmieszył, organizując literackie spotkanie w takim miejscu… Dodam, że fragmenty prozy mieli również czytać polscy autorzy. Polegli – a jakże – w tym knajpianym harmidrze. Aby się nie pastwić nad nimi, zataję nazwiska. Wyszedłem w trakcie, zażenowany.

Po tym incydencie zacząłem wyobrażać sobie, jakby potoczył się ów wieczór z udziałem beatników. Niektórzy bardziej na bakier z prawem niż w tzw. „drodze”, zresztą niemiłosiernie zmitologizowanej. Zaprawieni we włóczędze faceci, co to w mig potrafią napisać wiersz i bez skrupułów zdzielić kogoś w mordę lub równie sprawnie zaimprowizować do saksofonu w najbardziej krnąbrnym knajpianym towarzystwie.

Znalazłem taki fragment w „Nowojorskiej bohemie” Ronalda Sukenicka

Kerouac wpłątał się w jakieś zabójstwo na tle homoseksualnym, za które jeden z jego przyjaciół odsiedział wyrok. Burroughs, który lubił pistolety, zabił w Meksyku własną żonę: przestrzelił jej głowę bawiąc się w Wilhelma Thela. Ray Bremser miał zwyczaj obrabiania stacji benzynowych, w wyniku czego stale trafiał do pudła/…/ Gregory Corso obrobił księgarnie „City Lights” należącą do jego kumpla Ferlinghettiego.

Wspomnę jeszcze o Charlesie Bukowskim. Namiętnie pił i równie namiętnie pisał. Na mizoginistyczny, lecz prostolinijny sposób uwielbiał kobiety, choć i tak bardziej oddany był wyścigom konnym. Miał niegasnącą, mimo upływu lat, słabość do boksu. Kazał sobie wyryć na nagrobnej płycie sylwetkę boksera i słowa „Nawet nie próbuj”.

Już nikt – choćby się odważył – nie zaprosi tych szalonych gości na wieczór literacki.

Andrzej Jóźwik

Andrzej Jóźwik

Dziennikarz i wrocławianin.
http://andrzejjozwik.pl

Discover more from Notatnik

Subscribe now to keep reading and get access to the full archive.

Continue reading